Logo

Codziennie KUBA

Dziennik wpisów, zdjęć, filmów i muzyki. Opowieści, historia i codzienność Wyspy.
Blog

Okno na świat? Korespondencja Sandry Kroll z Hawany

16.01.2018
autor: aga

Środa, 8:00 rano. Wychodzę z domu i od razu uderza mnie wilgotne i gorące jak sam diabeł powietrze. Mijam sprzedawców Granmy, grupkę uczniów w mundurkach, zmierzających do szkoły.

Skręcam w San Rafael. Jeszcze tylko parę kroków, kilka serdecznych „hola”, jedno zbyt bliskie spotkanie z rozpadającym się chevroletem.
Po lewej stronie widzę już swoją ukochaną kawiarnię. Od progu wita mnie szeroki, 4-letni Uśmiech. Całkowicie nieświadomy, że dzięki niemu świat właśnie stał się lepszy. Uśmiech woła mamę i od razu przechodzi do opowieści o wczorajszej zabawie w targ, kocie sąsiadki i pokazuje pomalowane na różowo paznokcie. Mama Uśmiechu stawia przede mną glinianą filiżankę i nalewa do niej czarnej jak noc i potwornie słodkiej kawy. Pierwszą wypijam od razu. Do drugiej dostaję kawałek domowego biszkoptu. Zamykam oczy. W tle cały czas trajkocze Uśmiech.

Błogość – to właśnie czuję w tym momencie.

Plotkujemy chwilę o zmianach w Hawanie. O pogodzie. O niewyobrażalnie dalekiej Polsce. Co chwilę pojawiają się nowe osoby. Przyłączają się do rozmowy. Gliniane filiżanki wypełniają się czarnym eliksirem.

Mogłabym zostać tutaj do południa, ale już czas na śniadanie. Skręcam w prawo, jeszcze raz w prawo. Podchodzę do okratowanego okna.

Co sugeruje, że mogłabym tutaj zjeść dobre śniadanie? Nic. Absolutnie nic. Do ściany przyklejone jest pożółknięte, ręcznie wypisane menu. Kanapka z szynką, kanapka z serem, kanapka z omletem, kanapka z parówką. Nie daję się jednak zwieść. Rzadko można tu zjeść „coś z karty”. Proszę po prostu o najlepszą kanapkę, jaką dzisiaj mają. Ja unikam rozczarowania, Pani w oknie zażenowania, że akurat dzisiaj nie udało jej się kupić sera.

Pani w oknie wykrzykuje zamówienie w bliżej nieokreślony punkt ponad sobą. Po kilku minutach wypełnionych rozmową o wnukach, Fidelu i telenowelach, na grubym sznurze zostaje spuszczona metalowa miska. A w niej moje śniadanie. Z rączki do rączki. Bez talerzyka czy serwetki. Dzisiaj zakupy udały się chyba szczególnie. Dostaję kanapkę z omletem, sałatą, chorizo i dżemem z guayaby.

Czy jest to najlepsza kanapka, jaką jadłam w życiu? Zdecydowanie nie. Czy lokale spełniają wymogi sanitarne. Wolę nie wnikać, na wszelki wypadek zapijam wszystko łyczkiem rumu z piersiówki. Czy warto odwiedzać okna? Zawsze. Bo to tutaj toczy się prawdziwe życie. Tutaj usłyszeć można najciekawsze historie. A nawet, jak było w moim wypadku, otrzymać można pomocną dłoń.

Zostawcie więc Trip Advisora w Europie. Zabłądźcie. Kierujcie się instynktem. I znajdźcie na Kubie swoje ulubione okno, okno na prawdziwy świat .

 

pozdrawiam

Sandra Kroll

 

fot. Mirek Zarotyński , Sandra Kroll

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wyślij na maila

Poinformuj swoich znajomych o stronie