Logo

Codziennie KUBA

Dziennik wpisów, zdjęć, filmów i muzyki. Opowieści, historia i codzienność Wyspy.
Blog

Prezenty dla Kubańczyków i dlaczego jestem temu przeciwna.

10.07.2018
autor: aga

Temat postu przewrotny, ale wydaje mi się ważny. Może wkładam kij w mrowisko, ale podzielę się z Wami moimi przemyśleniami.

W Internecie można poczytać wiele opinii, żeby na Kubę wozić prezenty dla tamtejszej ludności, bo tam bida i nic nie ma.

No i tak, jak to z tą biedą na Kubie jest. Tak tam jest skromnie, ale część z nas wychowała się w czasach PRL i też nie mieliśmy wielu rzeczy, a jednak nie było powszechnym, żeby wyciągać rękę do turystów po mydło czy inne dobra.

Na Kubie jest dobrze rozwinięty „socjal” i nikt nie umiera z głodu. W tej chwili większość rzeczy można kupić w sklepach. Na przykład mydło w sklepie za peso cubano kosztuje 7 CUP, a w sklepie za peso wymienialne 0,30 CUC – oczywiście są też droższe.

A to, że ludzie marzą o lepszych rzeczach niż ich stać – no tak już ten świat jest skonstruowany.

Dużo czasu spędziłam na rozmowach z Kubańczykami , którzy prowadzą casa particular ( kwatery, na których turysta może wynająć pokój ) i oni też są przeciwni, żeby rozdawać rzeczy i pieniądze na ulicy ludziom tylko dlatego, że ktoś wyciąga rękę.

Pani Amelia z Vinales mi kiedyś powiedziała;
– Anieska , ja codziennie muszę wstać o 6.00 rano, żeby przygotować dla moich
gości śniadanie, potem sprzątam pokoje, szukam nowych klientów, jeśli nie mam
rezerwacji, trzeba przygotować obiad, znowu posprzątać – coś pomóc zorganizować
gościom – transport, wycieczkę itd. My pracujemy, ciężko pracujemy – jeśli
trzeba dajemy pracę innym – ale nie wyciągamy ręki po łatwe pieniądze – bo to
jest niegodne.

Teraz moja historia – kiedyś znajomy Kubańczyk poprosił mnie o przywiezienie pampersów dla dziecka. Dla mnie pampers – to jednorazowa pielucha dla dziecka ( o ja naiwna, ale wtedy tego nie wiedziałam), więc spytałam się koleżanek, które pieluchy dla maluchów są odpowiednie. One poleciły mi jakąś no name markę z jednej z drogerii. Kupiłam dwie lub trzy paczki – prezent zajął mi prawie 1/3 plecaka i cała szczęśliwa, że mogłam pomóc osobie w potrzebie, spotykam się z rzeczonym Kubańczykiem i przekazuję prezent. No i co … klapa. Bo to nie chodziło o pieluchy tylko o markę Pampers !!!!! Jak się potem zorientowałam pieluchy jednorazowe były dostępne w tym czasie na Kubie już od jakiegoś czasu.

No i tak sobie myślę, moi drodzy, że zamiast wozić prezenty na Kubę to jak chodzicie po knajpach, gdzie grają muzykę na żywo – wrzućcie jednego CUC za pracę ( bo granie i śpiewanie to praca ), pamiętajcie ,żeby “babci klozetowej” zostawić 0,25 CUC bo da papier, bo posprząta, kelnerowi za dobrą obsługę zostawić kilka centów.

I chyba też jest tak ,że ten co naprawdę potrzebuje nigdy nie wyjdzie na ulicę i nie będzie żebrać.

Ja czasami biorę rzeczy , których już nie potrzebuję w domu , ale nie kupuję specjalnie.
Zabieram jakieś lizaki, słodycze czy leki ( np. środki przeciwgorączkowe w syropie dla dzieci ), ale zanim dam dziecku to spytam się rodzica czy mogę.

Inną sprawą jest jakiś drobny souvenir z Polski – magnes na lodówkę , mini butelka wódki, kabanosy – ale to jest nasz folklor i promocja Polski oraz forma podziękowań dla gospodarzy np. u których spaliśmy lub np. nauczycieli salsy, a nie rozdawnictwo mydła i lakierów do paznokci na ulicy 🙂

I to tyle w kwestii prezentów dla Kubańczyków. Nie uczmy ich, że turysta równa się prezent. Bo wielu z Kubańczyków nauczyło się wykorzystywać nasze dobre europejskie serce i naszą naiwność robiąc z tego biznes, gdyż zdobyte fanty często są sprzedawane dalej i jest to forma łatwego zarobku.

Oczywiście każdy z Was zrobi jak uważa – ja tylko dzielę się moimi przemyśleniami 🙂

pozdrawiam
Aga

fot. Dorota Wach

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wyślij na maila

Poinformuj swoich znajomych o stronie